-Na Twoich komodach. kanapach i krzesłach siedzą lalki. Wiszą również pod sufitem... koty, anioły diabły... Agnieszka Madaj: Lalka to marzenie małej dziewczynki... niekoniecznie związene z dzieckiem. Może bardziej z kobiecością. Kocham koty, każdy z nich ma swoje oddzielne tajemnicze życie, są mistycznymi, tajemniczymi stworzeniami. Diabły są drapieżne, szydercze i groźne, ale i wesołe. Jednak najważniejsze są anioły i ich skrzydła, które pojawiają się w prawie wszystkich lalkach. Robię również lalki przedstawiające Żydów. Jestem pełna podziwu dla kultury żydowskiej. Wielokrotnie inspirowała mnie literatura Singera. Tych Żydów, któży chodzili kiedys po ulicach Łodzi juz nie ma. Kiedyś poszłam do Anatewki (rest. żydowska w Łodzi przyp. aut.) z ofertą właśnie takich lalek. Powiedziano mi wtedy "no wie pani, bardzo fajne te lalki, wspaniali Żydzi, ale czemu oni mają skrzydla?". Chciałam wzruszyć właściciela i mówię "no wie pan, to jest to, co odeszło i co było kiedyś cześcią naszej kultury". Za dwa tygodnie przychodzę i patrzę, a w Anatewce wszystkie lalki mają odjęte skrzydla! (śmiech) Cóż, właściciel zapłacił, więc może robić z nimi co zechce. -Skąd bierzesz tkaniny i dodatki do swoich lalek? Pełno tu starych koronek, atłasu, skóry...? Agnieszka Madaj: Wyszukuję, znajomi wiedzą, że jestem zbieraczem, mam całe wory różnych resztek, bardzo często korzystam ze sklepów z odzieżą używaną- to jest kopalnia tkanin. Tu piękny żakard, tam fragment ręcznie robionej, klockowej koronki. Staram się zwracać uwagę na jakość tkaniny. Buciki np. robię z jedwabiu. Stefania Grodzieńska, kiedy dostała jedną z lalek od Artura Andrusa powiedziała - "Boże! nie wiedziałam, że anioły mają torebki!" Jak dzieci i dorośli reagują na Twoje lalki? Jest różnie, czasem się ich boją. Jestem zaprzyjaźniona ze Szkołą Podstawową numer dwa w Łodzi. Są takie grupy prywatnych zajęć plastycznych, organizowanych na terenie szkoły. Dzieciaki przyjeżdżają do mnie i wtedy zaczyna się prawdziwe szaleństwo. W sensie pozytywnym oczywiście. Wszystkie jednogłośnie okrzyknęły, że wolałyby mieć moją lalkę niż Barbie. Czy próbowałaś kiedyś robić lalki na scenę teatralną? Nie, zawsze wydawało mi się, że w lalkach, które grają, powinien być element ruchu - tu ruch jest ograniczony i moja lalka musi być całkowicie sterowana ręką człowieka, nie ma w niej sznureczków. Żeby zrobić kukiełkę, trzeba mieć dużą wiedzę techniczną, ja robię to wszystko na wyczucie i bardziej na instynkt. |